sobota, 11 lutego 2017

Bananowy dzieciak.


Czyli o tym, jak łatwo przypinać innym metki i o tym, jak ciężka praca przynosi sukces.

Okej. Cofnijmy się kilka lat.
Mam tak mniej więcej z 14-15 lat.
I najgorszą noc przed sobą.
Najgorszą i najlepszą.
Noc, w której świat legnie w gruzach tylko po to, by za chwile wybić się na granice możliwości.

Kiedy pijesz już tak bardzo dużo lat, pijesz alkohole rzecz jasna. Tak codziennie i masz fazkę cały czas, to w pewnym momencie mózg przestaje Ci działać. Trybiki wysiadają i załamany wszystkim co odjebałeś w przeszłości myślisz - a chuj tam, już mi nic nie zostało, zabiję się. Więc idziesz napieprzony jak messerszmit i chcesz się powiesić, no bo przeciez co zrobić, kiedy połamałeś równie najebanej ziomalce nogę jak chciałeś zabrać ją na wódę swoją furą, ale gdzieś przypadkiem przypieprzyłeś w nią, oj karaaaamba. Zdarza się najlepszym mistrzom kierownicy. Wracając, chcesz się powiesić, a może nawet nie chcesz, tylko tak coś Ci każe. No to hop, let's do it. I robisz to i wisisz sobie, ale zapominasz, że masz "małą jebniętą córkę", która mimo, że nienawidzi Cię całym sercem, to boi się o  matkę, więc ta mała głupia córka, mówi do mamy: mamo, mamo, on zrobi coś złego, chodź go poszukać (no bo przecież to tak zawsze  było, że jak dał dzidę, to się tak działo), więc ta mała głupia córka wychodzi na podwórko i widzi jak wisisz na jej huśtawce. No i ma kilkanaście lat i staje przed wyborem życia: ratować i mieć piekło dalej, nie ratować i mieć piekło biedy i chuj wie czego jeszcze. Wiec podbiega, drze się na całą wieś, tnie Ci ten sznureczek, spadasz, leżysz jak debil w błocie, ogarnia Ci karetkę i w amoku trzaska drzwiami mówiąc: NIGDY WIĘCEJ.

No i nigdy więcej. Nigdy nie pozwoli na to, by ktoś kierował jej życiem. I nigdy nie weźmie nic od tego człowieka.

No i od wtedy do dzisiaj, minęło bardzo dużo czasu, a ja włożyłam bardzo dużo pracy w swoją samodzielność. Bardzo. Od zawsze wiedziałam, że chcę żyć wygodnie i jedyne czego potrzebowałam do wygodnego życia, to wszystkiego. Teraz mam wszystko. Wszystko, o czym marzyłam mając 14 lat, ba, nawet 20. Mam to wszystko, serio.

Wiecie dlaczego? Złą energię zabieram ze sobą, staram się, chociaż to wychodzi średnio, nie przekazywać tej niepozytywnej, ludziom, z którymi rozmawiam. Dlatego info zwrotne jakie dostaję to: Angie, Ty jestes zawsze taka radosna, jak to robisz?  Nie zawsze :) Ale zawsze walczę z tym, żeby nie pokazywać, że jest średnio. Sama nie lubię wampirów energetycznych, co to za przyjemność przebywać z marudą? :)    A powód nr 2. to po prostu, nie boję się pracy. Jak trzeba było, potrafiłam pracować 370h w miesiącu śpiąc po 3 godziny na dobę. I tak półtora roku. I będę zapieprzać jeśli będzie trzeba. Wszystko, co mam, wypracowałam sama. No tak z 90%.
Jedyne bogactwo jakie mam nie od siebie, to bogactwo głowy.


Dlatego teraz żyje jak królowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz