niedziela, 12 lutego 2017

Jem słodycze i myślę o niczym czując gorycz
Nawet nie chcę słyszeć, ile mogłem zrobić do tej pory
Już. Ile mogłem zrobić do tej pory już 

Powiedz mi ile już straciłeś cennych chwil
Ile już zmarnowanych dni
Przestań śnić, wczorajsze błędy dziś nie znaczą nic
Obudź się i zacznij w końcu żyć



Ja się wybudzam. I działam. Na nowo działam. 
Dziękuję. 

sobota, 11 lutego 2017

Bananowy dzieciak.


Czyli o tym, jak łatwo przypinać innym metki i o tym, jak ciężka praca przynosi sukces.

Okej. Cofnijmy się kilka lat.
Mam tak mniej więcej z 14-15 lat.
I najgorszą noc przed sobą.
Najgorszą i najlepszą.
Noc, w której świat legnie w gruzach tylko po to, by za chwile wybić się na granice możliwości.

Kiedy pijesz już tak bardzo dużo lat, pijesz alkohole rzecz jasna. Tak codziennie i masz fazkę cały czas, to w pewnym momencie mózg przestaje Ci działać. Trybiki wysiadają i załamany wszystkim co odjebałeś w przeszłości myślisz - a chuj tam, już mi nic nie zostało, zabiję się. Więc idziesz napieprzony jak messerszmit i chcesz się powiesić, no bo przeciez co zrobić, kiedy połamałeś równie najebanej ziomalce nogę jak chciałeś zabrać ją na wódę swoją furą, ale gdzieś przypadkiem przypieprzyłeś w nią, oj karaaaamba. Zdarza się najlepszym mistrzom kierownicy. Wracając, chcesz się powiesić, a może nawet nie chcesz, tylko tak coś Ci każe. No to hop, let's do it. I robisz to i wisisz sobie, ale zapominasz, że masz "małą jebniętą córkę", która mimo, że nienawidzi Cię całym sercem, to boi się o  matkę, więc ta mała głupia córka, mówi do mamy: mamo, mamo, on zrobi coś złego, chodź go poszukać (no bo przecież to tak zawsze  było, że jak dał dzidę, to się tak działo), więc ta mała głupia córka wychodzi na podwórko i widzi jak wisisz na jej huśtawce. No i ma kilkanaście lat i staje przed wyborem życia: ratować i mieć piekło dalej, nie ratować i mieć piekło biedy i chuj wie czego jeszcze. Wiec podbiega, drze się na całą wieś, tnie Ci ten sznureczek, spadasz, leżysz jak debil w błocie, ogarnia Ci karetkę i w amoku trzaska drzwiami mówiąc: NIGDY WIĘCEJ.

No i nigdy więcej. Nigdy nie pozwoli na to, by ktoś kierował jej życiem. I nigdy nie weźmie nic od tego człowieka.

No i od wtedy do dzisiaj, minęło bardzo dużo czasu, a ja włożyłam bardzo dużo pracy w swoją samodzielność. Bardzo. Od zawsze wiedziałam, że chcę żyć wygodnie i jedyne czego potrzebowałam do wygodnego życia, to wszystkiego. Teraz mam wszystko. Wszystko, o czym marzyłam mając 14 lat, ba, nawet 20. Mam to wszystko, serio.

Wiecie dlaczego? Złą energię zabieram ze sobą, staram się, chociaż to wychodzi średnio, nie przekazywać tej niepozytywnej, ludziom, z którymi rozmawiam. Dlatego info zwrotne jakie dostaję to: Angie, Ty jestes zawsze taka radosna, jak to robisz?  Nie zawsze :) Ale zawsze walczę z tym, żeby nie pokazywać, że jest średnio. Sama nie lubię wampirów energetycznych, co to za przyjemność przebywać z marudą? :)    A powód nr 2. to po prostu, nie boję się pracy. Jak trzeba było, potrafiłam pracować 370h w miesiącu śpiąc po 3 godziny na dobę. I tak półtora roku. I będę zapieprzać jeśli będzie trzeba. Wszystko, co mam, wypracowałam sama. No tak z 90%.
Jedyne bogactwo jakie mam nie od siebie, to bogactwo głowy.


Dlatego teraz żyje jak królowa.