środa, 21 grudnia 2016

Tak sobie siedzę "na walizkach" i myślę co to był za rok.
Niby fajny niby chujowy.
Stanęłam twarzą w twarz ze swoim najgorszym obliczem i zdecydowanie (!) mogę powiedzieć, że jak na moje podejście, to w tym roku byłam NAJGORSZYM CZŁOWIEKIEM NA ŚWIECIE.
I oby moje końcoworoczne ogarnięcie nie okazało się ciszą przed burzą.

Chciałabym tu sobie wypomnieć wszystkie złe rzeczy, które zrobiłam.
Ale chyba powinnam dziękować Bogu za to, że jestem tutaj.
Dziękuję Ci Boże.
Naprawdę dziękuję.

Dziękuję, że nie straciłam pracy, że nie zostałam narkomanką, że nie witam dnia resztką drinka z poprzedniego popołudnia, że nie wymiotuję po kilogramie zjedzonej milki (nawet ponad, serio), że nie siedzę we Włoskim areszcie, że nie rzuciłam pracy, że nie jestem w ciąży, że jestem tu gdzie jestem, cała, zdrowa, z bagażem doświadczeń i obietnicą przed samą sobą, że będę lepszym człowiekiem. Chcę być lepszym człowiekiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz